wtorek, 3 stycznia 2012

Travinger






















Stało się!!!!!
Wyruszył internetowy magazyn podróżniczy "Travinger"!
Czytajcie, kochajcie na facebooku i trzymajcie za nas kciuki!!!!!!

So it happened!!!!!
The internet travelling magazine "Travinger" has started!
Do read, love it on facebook and keep your fingers crossed for us!!!!!!
It is in Polish but you can always check the photos ;)

sobota, 12 listopada 2011

Warsaw Autumn


























Petardy było słychać aż na Ochocie. W sumie to nie jest aż tak strasznie daleko. Sygnały karetek i wozów policyjnych zagłuszały mi film. Tak się bawi, tak się bawi Polska! W święto niepodległości. Najpierw, jak przez Gdynię (nie mamy telewizora, a Młody cały dzień słuchał RMF Classic) dowiedziałam się o zamieszkach na Placu Konstytucji, to żałowałam, że mnie ta nie było - to znaczy byłam, ale o jakiejś dzikiej porannej godzinie, o której grzeczni huligani jeszcze odsypiają imprezy - ale jak sobie obejrzałam fotorelację na stronie Wyborczej, to mi przeszło...
Ja tymczasem grzecznie i patriotycznie wstałam, żeby porobić zdjęcia w Łazienkach i pokazać Wam Warszawę jakiej nie znacie (bo kto normalny w dzień wolny od pracy wstaje o 6 rano???!!!!!). Może w końcu skleję z tego filmik, bo ładnie było kurteczka, oj ładnie... ;)
Więcej zdjęć tu


























Firecrackers were heard on Ochota. Finally - it's not that far away. Signals of ambulances and police cars were louder than the movie I tried to watch. That is how Poland has fun on the Independence Day! First, when I got the news via Gdynia (we don't have TV and my bro was listening to RMF Classic all day long) about the hype on Plaza of Constitution, I was sorry not to be there. But later - after I watched the photo relation on the net - I was not sorry any more... Well, I was there but on such an early hour that all the hooligans were still asleep after their parties... I spent that day quietly and patriotically - I woke up early to make pics on Łazienki and show you the Warsaw that you don't know (cause what normal human being wakes up at six on the day off??!!!). Maybe finally I'll make a video out it cause it was pretty, damned pretty... ;)
More pics is here

piątek, 4 listopada 2011

Staram się jeść więcej owoców / I try to eat more fruits

























Staram się jeść więcej owoców
I warzyw
Ale barek który wydawał się pełny
Pustoszeje
Po co zdrowa dieta skoro nie można sobie psuć zdrowia czym innym
Staram się pisać prościej
Bo stylistyczne szaleństwa to gówno
Jak krótko o gównie
Ale najwyraźniej
To co gówniane najbardziej się podoba
Więc dlaczego nie krótko o pierdzeniu

Wczoraj piłam piwo
Więc dzisiaj pierdzę
Jakbym już zgniła od środka

Dziwna forma
Ale ja nie piszę wiersza
Po prostu brak mi sił na interpunkcję
I zdania złożone

Zjem śliwkę
Na pewno poczujemy się lepiej



























I try to eat more fruits
And vegetables
But though I seemed to have much alcohol
I’m running dry
What is the healthy diet for if one cannot destroy one’s health with something else
I try to write more simply
Cause stylistic craze is shit
Like shortly on shit
But it seems
That what is most shitty is liked most
So why not shortly on farting

Yesterday I drunk beer
So today I fart
Like if I was rotten on the inside

Strange form
But I am not writing a poem
I’m just to tired for punctuation
And complex sentences

I will eat a plum
Surely we will feel better

środa, 2 listopada 2011

Taki dzień / Such a day
























Dwa miesiące i cisza. Obija się. Nie obija. Została magistrem. Przeprowadziła do Warszawy. Miała sporo na głowie - stara praca, nowa praca. Powoli wszystko układa. Bardzo powoli. A w taki dzień... Nie napisze ani słowa o tych, którzy odeszli właśnie teraz, w przeciągu miesiąca. Dużo osób,coraz bliższych. Ale czy rzeczywiście chcieliby się pojawić w internecie tak nagle, w związku z własną śmiercią? Pewnie nie. Wystarczy, że pamiętam.


















Two months and silence. She's lazy. No, she's not. She graduated. And moved to Warsaw. Had a lot to do - old job, new job. Now she's slowly making life clear. Very slowly. And on such a day... She's not gonna write a word about those who passed away - just now, in a month. A lot of people, really close. But would they really like to appear on the internet right now, beacuse of their own death? probably not. It's enough that I remember.





































WIĘCĘJ ZDJĘĆ - kliknij tu/MORE PHOTOS - click here


środa, 31 sierpnia 2011

Krótko o gównie / Shortly on shit


























Stoisz w autobusie, ludzie śmierdzą, czytać się nie da. Więc stoisz, też pewnie śmierdzisz mimo porannego prysznica, bo smród przylega jak perfumy i myślisz. A swoich myślach myślisz „kurwa, mocne, kurwa, rewolucja!” Bo wszystko różne od smrodu wydaje się odkryciem. Potem przelewasz te myśli na papier, czytasz i widzisz „gówno, nędza i śmierdzi gorzej niż ten zapchany autobus – jednak nieświeże oddechy i pot robią z mózgu papkę”. I stwierdzasz, że trzeba być zakochanym w sobie blagierem (nie blogerem, jest różnica), żeby pisać i mieć z tego satysfakcję.
Kiedyś chciałam robić filmy. Oglądałam na potęgę, ostro oceniałam dzieląc na dobre i słabe, mocne i złe. Teraz oglądam tylko komedie. Ale z rzadka mnie śmieszą – jak się tonie w gównie, pierdzenie już nie śmieszy.
Przestało mnie interesować, co ludzie uznawani za mądrych mają do powiedzenia o sensie życia i bycia. Wiem tylko, że bycie jak i tycie większego sensu nie mają. Bycie, bo mija, a tycie, bo przeszkadza w byciu. A życie to i tak tylko ich kombinacja.
Historyczna mądrość narodu, z którym nie chcę mieć nic do czynienia, mówi że życie to tylko jedzenie i pieprzenie. Od jedzenia do srania krótka droga, a sypialnia od tej sralni nie jest wystarczająco oddalona.
Więc jeśli pisać, to tylko o gównie.
Pierwotnie opublikowane: 20.03.2011r.


You stand in the bus, people stink, it’s impossible to read. So you just stand and probably stink as well - though you had your morning shower – cause the reek stays on you like perfume. And you think. And of your thoughts you think – “fuck, that’s strong, fuck, it’s revolution!”. Cause everything that’s different from the smell seems to be a wonderful discovery. Then you write your thoughts down, you read and sea “shit, misery and it stinks worse than those packed bus – obviously bad breaths and sweat turned your brain into mess”. And you decide that one has to be a fallen in love with himself braggart (not bloger – there is a difference) to write and be satisfied with it.
Once I wanted to make movies. I was watching a lot, judged hard dividing into good and weak, strong and bad. Now I only watch comedies. But they make me laugh rarely – when you are sinking in shit, farting ain’t funny anymore.
I am not interested anymore in what so called smart people have to say about the sense of life and being. I only know that being as well as getting fat* have no bigger sense. Being cause it passes and getting fat cause it disturbs being. And life is just a combination of those two.
Historical wisdom of the nation that I do not want to have anything to do anymore says that life is only eating and fucking. From eating to shitting the road is short and the bedroom form this snot is not far away enough.
So if to write than only about shit.
*Impossible to translate – getting fat, living and being sound very similar in Polish which makes it a kind of a word game.
Originally published: 20.03.2011






niedziela, 21 sierpnia 2011

Mrs Pink Ping

Jak już pisałam, nie nazywam się Wong Kar Wai, ale jestem be_bronze...
Skoro więc mnie Pan K. odmówił udziału w filmie, poprosiłam o pomoc moje alter ego - Panią Pink Ping...
Pani Pink Ping pracuje na infolinii, a Pan K. najwyraźniej lubi takie panie...
Dowód tu: Duo Ku Dou
Zmartwionym moim stanem psychicznym pragnę uświadomić, że po prostu musiałam się odmóżdżyć bo praca nad magisterką najwyraźniej przesadnie ro zwija mi mózg...

As I wrote before, my name is not Wong Kar Wai but I am be_bronze...
So as Mr K. turned down my proposition of making a movie together I asked my alter ego - Mrs Pink Ping for help...
Mrs Pink Ping works in a call center and Mr K. seems to like such ladies...
The proof is here: video
To those who are concerned about my psychological condition I can only say that working on my master thesis makes me too smart so I had to do something stupid...