Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Singapur. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Singapur. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 stycznia 2013

Karnawał trwa / The carnival is on



Zanim przejdę do meritum, pragnę podkreslić, co pewnie niektórzy już zauważyli, że po prawej stronie pojawił się nowy baner. Ten blog zgłosiłam do konkursu blog roku. Baner jest jednocześnie linkiem od kategorii i moich w niej wypocin. Głosowanie zacznie się dwudziestego czwartego stycznia i oczywiście liczę na to, że wesprzecie starą be_bronze.
Dlaczego kategoria „ja i moje życie”? Z bardzo prostej przyczyny – nie dopasowalam lepszej. Lifestyle to to nie jest. „Pasje i zainteresowania” niby brzmią bardziej prawidłowo, ale w opisie kategorii podano, że aby blog spełniał kryteria, musi być w całości poświęcony konkretnemu zagadnieniu. A ja jednak nie tylko przecież o podróżach piszę. Czasem nawet zdażają mi się cąłkiem prywatne wycieczki...


A wracając do tematu dzisiejszego posta – karnawał trwa w najlepsze. Dlatego korzystając z faktu, że jeszcze nie jest za późno, pragnę Wam pokazać nieco wschodnioazjatyckich dekoracji świątecznych. Przy ichnim stężeniu kiczu stara Europa nawet w najbardziej skomercjalizowanych i turystycznych miejscach zdaje się być ostoją dobrego gustu.
Ani w Singapurze, ani w Hong Kongu nie ma możliwości, aby wejść do centrum handlowego, czy choćby większego sklepu i uniknąć cukierkowo - pozytywkowych nagrań z anglojęzycznymi kolędami. Najgorsze były te grane na lotnisku w Singapurze – choćby dlatego, że musiałam jednej płyty powtarzanej w kółko słuchać przez prawie cztery godziny.


Mimo kiczu ciężko jest jednak oderwać wzrok – przy pierwszym zetknięciu z tym bogactwem lampek, bombek i sztucznych choinek – człowiek chce sfotografować wszystko. Ten stan mija dopiero około drugiego dnia zwiedzania. Dlatego zdjęć mam sporo i będę je dorzucała to tego albumu. Tylko dajcie mi trochę czasu J


Before I start with the right topic, I’d like to stress the fact that on the right side you can see a new banner. It says that this blog is taking part in Polish blog of the year contest. Banner contains a link to the category I compete in and the position of my blog in it. Voting will commence on January 24th. And of course I am counting on your support for old be_bronze.


I chose the category “me and my life”. Why? Cause there was none more suitable. It’s not a lifestyle blog. And “passions and interests” was described as a category for blogs fully concerned with one topic. And although I am writing mostly about my travels – it’s not my only topic. Sometimes I write (maybe even too much) about myself.
And coming back to the topic of today’s post – the carnival is fully on. And I am about to use the fact that it is not too late yet and show you some of the East Asian Christmas decorations. Compared with the amount of kitsch on their streets the old Europe, even in the most commercialized and turistuc spots seems to be an oasis of the good taste.


Neither in Singapore nor in Hong Kong can one walk into the shopping mall or even any bigger shop and avoid listening to the English versions of Christmas Carols in most cheap and sweet arrangements. The worst for me were four hours at the airport in Singapore – mostly because I had to listen to them for four consecutive hours.
Despite the kitsch all around it’s hard not to watch it all with amusement. Once you enter this world of lights, glitter balls and plastic trees you want to photograph them all. You can stop yourself no sooner than on the second day of the trip. And that is why I have really many pictures and I will kep uploading them into this album. Just give me some time J


poniedziałek, 14 stycznia 2013

Umarł król, niech żyje król! / The King is dead, long live the King!


Widok z okna mojego pokoju w domu Rodziców - w ten weekend śniegu było o wiele więcej./The view from my room at parent's place-last weekend there was much more snow.

Ciężko uwierzyć, że żyję w m iejscu, które zniknęło pod śniegiem. W tym roku przy minus dziesięciu stopniach ubieram na siebie tyle warstw, co w zeszłym przy minus trzydziestu. Nie mogę przywyknąć do zimna.
Niecały miesiąc temu zakończyłam moją podróż, która trwała prawie trzy miesiące. Dwa tygodnie temu zakończyłam znajomość, która trwałam ponad dwa lata. Pierwsze, bo skończył mi się czas i pieniądze, drugie, bo skończyła mi się cierpliwość. I zaczynam wszystko od nowa.
Świadomość, że buduje się własne życie na gruzach starego, w znanym miejscu, ale jednak w zupełnie innych warunkach jest oczyszczająca. Można wyrzucić to, co niepotrzebne, a nawet toksyczne i zrobić miejsce na nowe. Jak wiosenne porządki w domu. Moje są zimowe. Porządki w życiu.
Jeszcze nie myślę o kolejnym wyjeździe – musze najpierw zakończyć spokojnie relację z tego, ktory właśnie się skończył. Muszę od nowa zgromadzić oszczędności  i zapracować na to, aby nadal mieć dokąd wracać. Świadomość, że ma się dokąd wracać nieco ogranicza fantazję, ale i daje poczucie bezpieczeństwa. Kiedy nie ma się nic do stracenia, człowiek popada w desperację, a ja desperatką być nie muszę – wiem już, ze potrafię sobie w życiu zapewnić to, czego mi trzeba.
Mam tylko jedno postanowienie noworoczne – żyć dla siebie. Egoizm poprawia mi nastrój.
Moja relacja z podróży jeszcze się nie skończyła. Jeszcze wrócę do Bangladeszu i do Hong Kongu. Może nawet ponownie zahaczę o Singapur. A. napisała, żetęskni za moim blogiem. Jest ode mnie bardziej konsekwentna (swoją drogą – czytajcie Corporate Skirts!).
W Nowym Roku życzę Wam wszystkim jednego – podarujcie sobie czas dla siebie. Nawet jeżeli mielibyście go przeznaczyć na pracę w kilku mijescach na raz, żeby zarobić na wyjazd marzeń (tylko potem koniecznie pojedźcie!).

Sztuczny śnieg przed centrum handlowym na Orchard Street w Singapurze./The fake snow in fornt of a shopping mall on the Orchard Street in Singapore.

It’s hard to believe that I am living in a place which is completely covered with snow. This year with minus ten outside the window I put on the same amount of clothes as last year with minus thirty. I can’t get used to the cold.
Almost a month ago I have finished the trip which took a bit less than three months. Two weeks ago I have finished a relation which lasted over two years. The first one because I ran out of time and money and second because I ran out of patience. And I am starting everything over.
The awareness that you build a new life on the debris of the old one in a place that is known but under absolutely new conditions is liberating. You can trough out what’s not needed or even toxic and make the space for new. It’s like a spring-cleaning. But my happen in the winter and not in house but in my life.
I’m not even thinking yet about a new trip. First I want to finish the report from the last one. I need to gather my savings back and work on still having a place to come back to. The awareness of having a place to come back to limits one’s fantasy but gives a feeling of being secure. Once you have nothing to loose you become desperate and I don’t need to be desperate anymore because I know exactly how to get what I need.
I have only one New Year Resolution – to live for myself. Egoism makes me feel better.
My trip report is not finished yet. I will get back to Bangladesh and Hong Kong. Maybe I will even mention Singapore again. A. wrote that she misses my blog. She is way more consequent than me (btw-guys, remember to read Coporate Skirts!).
For the New Year I have only one wish for you guys – give yourself the time just for you. Even if you are about to use it working in a few places at the same time to save up for your dream trip (but then – go for the trip, damn it!). 

Świąteczny Hong Kong./Holiday Hong Kong

środa, 5 grudnia 2012

Po prostu Singapur/Just Singapore

Udawanie dzisiaj, ze moj mozg dziala, jest bezcelowe. Po calym dniu lazenia jestem ledwie zywa. I nie zaladuje tych najpeszych zdjec, tylko celowe. Bez wiekszego komentarza.

Today pretending that that my brain is still working is pointless. After the whole day of walking I'm half dead. And I am not going to upload the best pictures but a special selection. Without any bigger comments.

Ladny kosciolek?/Nice church?

W rzeczywistosci jescze ladniejszy - przeczytajcie napisy przy bramie... / In reality even nicer - just read the signs on the gate...


Azjaci sa bardziej doslowni / Asians are more straightforward


A tu "nieuzywany" kosciol nawet lepiej zagospodarowany / And here the "unused church used even better


Ale eklektyzm jest OK / But the eclecticism is OK


A teraz ide spac! / And now I'm going to bed!


Dobranoc! / Goodnight!

wtorek, 4 grudnia 2012

Japonski lot do odlotu w Singapurze/Japanese flight to Singapore high



I niestety nie chodzi o odlot w sensie doslownym, ale odlot ze zmeczenia, czyli niestety ten mniej przyjemny. W noc przed wylotem z Dhaki spalam moze trzy godziny. Wylecialam kolejnego dnia o 9 wieczorem. Do 13 dnia nastepnego nadal bylam bez snu.
W samolocie postanowilam zjesc kolacje i napic sie piwa – czekanie na lotnsiku na glodnego nie bardzo mi sie usmiechalo. Do wyboru byly tylko dwie potrawy, wiec zamowilam kurczaka teriyaki i japonskie piwo Asahi, ktore okazalo sie wcale nie byc takie zle. Przylecialam o 3:20 nad ranem. Do szostej czekalam na lotnisku, az kolejka zacznie kursowac. Do hostelu dotarlam przed osma i oczywiscie okazalo sie, ze check-in nie jest o dwunastej, tylko miedzy 13, a 14. Lazilam wiec po miescie trzsakajac fote za fota, nie bardzo nawet wiedzac, co dokladnie fotografuje.
Przeskok miedzy Dhaka, z jej klepanymi drogami w centrum miasta, najwyzszymi budynkami siegajacymi moze 16tu pieter, a Singapurem, ktory najbardziej zaskoczyl mnie trzema wiezami zwienczonymi budynkiem w ksztalcie statku wycieczkowego byl ogromny. Miasto zdaje sie opustoszale. Na ulicach widac prawie wylacznie turystow lub pracownikow biurowych w garniturach. Niit nie trabi, samochody zatrzymuja sie przed przejsciem dla pieszych, sygnalizacja swietlna dziala. Niektorzy pala na ulicy, ale tych mozna policzyc na palcach jednej reki. Chociaz kipi bogactwem, to jednak jest jakos pusto, smutno.
Kiedy spojrzalam na mape, oczywiscie pierwszym miejscem, do ktorego sie skierowalam, bylo Little India. W niektorych sklepach sprzedawano ciastka z plastikowych pojemnikow, ktorych pelno jest na straganach w Dhace. Zapachy z restauracji dochodzily nieco podobne do tych, ktore mieszaly sie na “moich” ulicach jeszcze wczoraj. Tylko kolorow bylo znacznie wiecej.
Mialam dzis wieczorem ruszyc na dalszy podboj miasta, ale nie wiem, czy bede miala sile pojsc gdziekolwiek dalej niz do 7-eleven (uwielbiam te siec) po drugiej stronie deptaka, przy ktorym mieszkam. Przeziebienie nie pomaga w radowaniu sie otoczeniem…
Ale trzeba przyznac, ze przynajmniej moj hostel znajduje sie w absolutnie cudownej lokalizacji, oczywiscie tuz obok meczetu (architektoniczna perelka), zeby mi przypadkiem za cicho nie bylo… Przy deptaku, po ktorego obu stronach znajduja sie male domki z pubami (super drogimi, niestety) I sklepikami z pamiatkami. Jest urokliwie. I tylko przyjaciol brakuje…
Zdjecia zaladuje niestety innym razem, bo wifi jest tak wolne, ze mozna sie… zezloscic.
Nie poszlam nawet do 7-eleven. Pije piwo na miejscu. Za drogie. Ale blisko.


And unfortunately it’s not about being high senso stricte but being high because of tiredness – so the less pleasant one. On the night before the take-off from Dhaka I slept maybe three hours. I took-off the next evening at 9 p.m. And until 1 p.m. today I did not sleep at all.
On the plane I decided to eat my dinner and have a beer – hungry waiting at the Singapore airport did not seem to be the best option possible. I could choose from only two dishes so I had teriyaki chicken and Japanese beer Asahi which turned out not to be bad at all. I landed at 3:20 a.m. And waited at the airport until 6 a.m. for MRT to start operating. I reached my hostel around 8 a.m. where it occurred that that the check-in is between 1 and 2 p.m. and not at noon. So I was wandering around the city takin one picture after the other completely unaware of what I’m actually seeing.
The difference between Dhaka with it’s sandy roads in the center of the city and the highest buildings of maybe 16 floors and Singapore which surprised me mostly with it’s three towers connected at the top by a building shaped like a cruise ship was huge. But the city seemed empty. On the streets you see mostly tourists and office workers in their suits. No one uses horn, cars stop before the pedestrian crossing and street lights are working. Some people smoke in the street but they are not numerous. Although it’s so rich it’s also empty and somehow sad.
When I looked at the map my first choice of direction was naturally Little India. Some of the shops were selling cookies from the same plastic containers which are seen in every Dhaka city sale point. The smells coming from the restaurants were similar to those which were mixing in “my” streets just yesterday. It’s just way more colorful.
This evening I was supposed to go for further city wanderings but I’m not even sure if I’m strong enough to go anywhere else other than 7-eleven (I love this net) which is on the other side of the pedestrian street I live at. The cold does not really help to enjoy the place…
But I have to admit that my hostel is really nicely located. Just next to a mosque (with it’s amazing architecture) so that it wouldn’t be too quiet… it’s just on the pedestrian street surrounded by little houses with pubs (way too expensive unfortunately) and souvenir shops. It’s really nice. And I just miss my friends…
Pictures will be uploaded later because the wifi here is soo… sooooooooo slow.
And I didn’t go even to 7-eleven. I’m having my beer here. It’s too expensive. But it’s close…


czwartek, 19 lipca 2012

Tygrys/Tiger

Stało się.
Gdańsk - Dhaka - Singapur - Hong Kong
Bilety już mam.
Mam zaproszenie od S.
Nie mam jeszcze wizy i szczepień, ale to kwestia czasu.
Muszę jeszcze tylko:
przeżyć 2,5 miesiąca w czterech miejscach pracy, założyć działalność gospodarczą, nie nawalić, nie puścić kasy z dymem i...
Azja będzie moja.
Tytuł posta łączy w sobie bengalskiego tygrysa i Tiger Airways.


So it happened.
Gdańsk - Dhaka - Singapore - Hong Kong
I've got the tickets.
And invitation from S.
I have no visa and vaccinations but it's just a matter of time.
I just need to:
survive 2,5 moths in 4 work places, start my own business, not to screw up and do not to burn down my money and...
Asia will be mine.
The title of the post refers to the bengali tiger and Tiger Airways.